— Można też być byłym inteligentem — powiedział. — Myli się pani, sądząc, że wśród włóczęgów i wszelkich wyrzutków społeczeństwa niema takich exinteligentów. Ciekaw tylko jestem, z czego pani wywnioskowała, że kiedyś tam czegoś się uczyłem? Bo chyba nie z mojej nieogolonej twarzy, ani z tych łachów.
— Ach — odpowiedziała lekko. — Nie sądzi się ludzi z powierzchowności.
— Tylko jak?
— Trzeba patrzeć głębiej.
— Znaczy, być jasnowidzem? — zadrwił.
— A jakby jasnowidzem — przytaknęła.
— Bajeczki, droga pani! No, deszcz już prawie nie pada. Dowidzenia. Na mnie czas.
— Chwilę! — zatrzymała go. — Czy pan naprawdę śpieszy? Bo jeżeli... Jeżeli nie, to niech mnie pan odprowadzi na Żolibórz.
— Poco?
— Będę się czuła bezpieczniej.