— Bo... nie może pan ożenić się z kobietą, którą pan kocha. To jedno...
— Jest i drugie?
— Tak. Drugie jest to, że ona nie jest pana warta.
W jej głosie zadźwięczała jakaś ostra, zła nuta. Murek wzruszył ramionami:
— Głupstwa pani plecie — odpowiedział, nie ukrywając gniewu.
Panienkę to zreflektowało:
— Ja bardzo pana przepraszam. Zresztą cóż ja mogę o tem wszystkiem wiedzieć?...
— To i nie trzeba pleść tego, co ślina na język przyniesie.
— Przepraszam — powiedziała bardzo ciepłym tonem. — Moje „jasnowidzenie” tu zawiodło. Zato powiem panu, że pan od niedawna jest w Warszawie. Pochodzi pan z Małopolski.
— To żadna sztuka. Poznała pani po akcencie.