— Tylko o co?
— O co, o co? O to, że mógłby taki drab rzucić się na panią i zrobić z nią wszystko, coby się mu podobało. Rozumie teraz pani?
— Tak.
— No, więc, co to jest, jeżeli nie naiwność?
— Znajomość ludzi.
— Pani jest paradna! — prawie rozgniewał się. — I nie radzę robić takich eksperymentów. Może pani tego jeszcze gorzko żałować. Taka młodziutka i ładna panieneczka to łakomy kąsek, zwłaszcza, gdy sama w ręce idzie, gdy wprost zaweźmie się, by facetowi wszystko ułatwić. Tak nie wolno! Jeszcze narwię się pani z filantropią na drania, a wtedy już będzie poniewczasie. Nie można ufać tak każdemu...
— Ja też nie każdemu, tylko panu ufam.
— I niemądrze!
— A właśnie, że mądrze!
Śmiało patrzyła mu w oczy. Murkowi przyszła gwałtowna ochota zastraszenia tej gęsi, która najwidoczniej uważała go za jakieś niewinne jagnię.