— Ech, pokazałbym ja pani, gdzie raki zimują — powiedział wstając i odtrącając nogą krzesełko. — Ale już niech tam... No, miała pani dać tę herbatkę?... Będzie, czy nie?

Umyślnie przybrał ton opryskliwy, lecz na Mice nie zrobiło to żadnego wrażenia. Przeciwnie. Zaśmiała się i zawołała:

— Jest pan bardzo grzeczny i dlatego już dostanie pan herbaty.

— Grzeczny, grzeczny — wzruszył ramionami. — Ja monopolki napiłbym się, nie herbaty. Może mi pani jeszcze da cukierka!

W żaden sposób nie dawała się zastraszyć ani zgorszyć. Nakryła do stołu i wesoło gawędząc, smarowała Murkowi bułki masłem.

— Nie — powiedziała wreszcie z przekonaniem. — Pan nie potrafi być groźnym.

— Jakto? I nic się pani nie boi?

— Ani trochę.

— Chyba dlatego, że Bóg podobno czuwa nad niewiniątkami.

— Nie tylko.