— Nic takiego nie zrobiłem.

— Jakto nic! Wystąpił pan w obronie wyzyskiwanych ludzi, w obronie bezrobotnych, z których chciano za nędzne dniówki wyciągnąć resztkę sił. Winszuję panu!

Zwróciła się do zdumionej Miki:

— Widzisz? Ja się nigdy nie mylę w sądzie o ludziach. Wiedziałam, że pan Murek odnajdzie w sobie ten instynkt proletarjusza. Wystarczył mi jego życiorys i ta charakterystyka, którą słyszałam od ciebie.

Murek zmarszczył brwi:

— Żaden instynkt, proszę pani. Poprostu chcieli nam obniżyć dniówkę.

— Tak?... A o tem wcale w gazetach nie pisano. Łajdacy! Zwalono wszystko na agitatorów komunistycznych.

— Żadnych komunistów tam nie było — zapewnił Murek.

— A ja panu mówię, żeście wszyscy byli, jeżeli nie członkami partji, to wyznawcami jej ideologji. Niechże pan nam opowie, jak się to odbyło naprawdę, bo gazetom za grosz wierzyć w tych rzeczach nie można. Więc?...

— Pozwól-że panu zjeść! — żałośnie upominała się Mika.