— I czemuż pan do nas nie przyszedł? — z wyrzutem powiedziała Mika.
Murek skrzywił się:
— Tegoby jeszcze brakowało. Paniom...
— Zaraz, doktorze — przerwała rzeczowo Kosicka. — A czy policja zna pańskie nazwisko?
— Wogóle?
— No nie, czy wie o tem, że Trzewik spod Majdanowa, to pan?
— Skądże może wiedzieć. Tam nazwiska nikomu nie są potrzebne.
— I do listy przy werbunku nie podawał pan swojego?
— Podałem: Trzewik.
— To doskonale. Zaraz, zaraz. To niepodobieństwo, by pan tułał się, jak pies po stajniach i szopach. Niech pan chociażby kątem gdzie zamieszka.