Arletka w długim różowym szlafroku siedziała przy oknie i lakierowała paznokcie. Teraz nie była wcale umalowana i przez to wydała się znacznie młodsza. Napewno nie miała więcej, jak dwadzieścia lat.

— Dobry wieczór — skłonił się Murek.

— Dobry wieczór — skinęła głową i przyjrzała się mu z zaciekawieniem.

— Jestem tu nowym sąsiadem pani — objaśnił, ponieważ nie spuszczała zeń wzroku.

Była bardzo ładna i gdyby nie wyskubane do cieniutkiej kreski brwi, jej urodzie nie miałby nic do zarzucenia. Przytem wywierała wrażenie dumne, co Murkowi zawsze się podobało.

— A może przeszkadzam pani w ubieraniu? — zapytał.

— Nie — uśmiechnęła się.

— Bo ja mogę wyjść. Mnie wszystko jedno.

— Pan bardzo uprzejmy, ale nie trzeba. Gdybym chciała, zaciągnęłabym kotarę. Zresztą dziś nigdzie nie idę. Dopiero wieczorem do zajęcia.

— To pani pracuje na nocnej zmianie?