— Jakto na zmianie? — zdziwiła się i nagle wybuchła śmiechem: — ach u nas jest tylko jedna zmiana, właśnie nocna. Ja pracuję na dancingu.
Obejrzała paznokcie pod światło i dodała:
— W takiej budzie na Chmielnej. Pewno pan nieraz tamtędy przechodził. Nazywa się Dancing-Club.
— Owszem — przytaknął.
— No, i tak — powiedziała bez znaczenia, lecz z widoczną chęcią podtrzymania rozmowy.
Murkowi jednak zrobiło się przykro, sam nie wiedział dlaczego. Wolałby sądzić, że dzisiejszego ranka wracała od narzeczonego, niż wyobrazić ją sobie, jako fortancerkę w jednym z tych nocnych hulaszczych lokalów.
— Ten narzeczony też musi być ładny numer — pomyślał — jeżeli pozwala jej na to.
I powiedział ogólnikowo:
— Wesoła praca.
— Taka sobie. Lepsza ta, niż żadna.