— Dzień dobry pani, to ja.
Staruszka odwróciła się i nagle krzyknęła przeraźliwym głosem:
— Jezus, Maryja!
— Nie poznaje mnie pani? — uśmiechnął się Murek.
Lecz Żurkowa blada jak płótno, z przerażeniem w oczach, zaczęła się cofać, zasłaniając się drżącemi rękami i mamrocząc jak nieprzytomna:
— Boże, ratuj, Boże, ratuj... Boże, ratuj...
— Zbzikowała na starość — pomyślał Murek i starając się uspokoić Żurkową, powiedział:
— Niechże pani nie boi się, to ja, Murek, dawny wasz lokator. Proszę przyjrzeć się!
Staruszka jednak miała wzrok obłąkany i zdawała się nic nie rozumieć, bo przywarła do ściany, która uniemożliwiała jej dalszy odwrót i zajęczała:
— Panie, litości, litości!...