— Powodzenia.
— Bo pan o nie nie zabiega.
— Nie umiem.
— Nudny pan jest!
— Właśnie.
Jechali jakiś czas w milczeniu. Na skręcie ukazał się motocykl i Murek w obawie, by koń panny Tunki nie spłoszył się, chwycił go za cugle. Wałach jednak zachował się zupełnie spokojnie.
— Czy pan nie był żonaty? — odezwała się panna Tunka.
— Nie. Byłem tylko zaręczony.
Głos mu załamał się i tak zmienił, że spojrzała nań uważniej.
— I kochał ją pan?