— Sześć lat?!

— Tak. Ona była taka nierozsądna. Obraziła sąd podczas procesu. A i ja miałam tyle kłopotu. Rewizja za rewizją. Ciągali mnie na zeznania, omal też nie dostałam się do ciupy. To dziwne, że pan nic o tem nie wie. Skazano wtedy osiemnaście osób. Biedna Marjetka. Przewieźli ją teraz do innego więzienia i nawet odwiedzić jej nie mogę.

— To pani tu teraz sama mieszka, panno Miko.

— Sama. Ale czy to można nazwać mieszkaniem. Właściwie nocuję tylko. Przez cały dzień niema mnie w domu, a czasami i noce spędzam w szpitalu.

— W szpitalu?

— Och, bo pan nie wie. Skończyłam kurs pielęgniarski!

Przyniosła tacę z herbatą pachnącą, mocną i gorącą. Z upodobaniem śledził ruchy jej pięknych rąk. Czy też zapomniała już zupełnie o nim? Czy z dawnych uczuć nic nie zostało?...

Usadowiła się swobodnie obok niego.

— Teraz pracuję w szpitalu — mówiła — to jest o wiele przyjemniejsze niż biuro, czy laboratorjum. Właśnie jeden medyk zaprotegował mnie na kursy i później na praktykę. Dziś już jest lekarzem. Może pan słyszał: Doktór Lipczyński?...

— Czy to ten? — Murek wskazał ruchem głowy fotografję na półce.