Wypił chciwie i zaśmiał się:
— Już teraz, panno Miko, może mnie pani uważać też za uratowanego pacjenta.
— Bardzo chętnie. Więc przedewszystkiem ordynuję spokój. Proszę tu usiąść.
— Przestraszyłem panią?
— O nie — zaprzeczyła. — Ja dziesiątej części nie przeżyłam tego, co pan, a też mam słabe nerwy. Pan pewno zadużo pracuje, za wiele się naraża na niebezpieczeństwa. W tej waszej partji...
— Nie jestem już w partji — potrząsnął głową Murek.
— Jakto?
— Nie jestem komunistą. Szybko przekonałem się, niestety, zbyt szybko, że nic mi po nich, ani im po mnie.
— Toby się Marjetka zmartwiła — klasnęła w ręce Mika. — Ale ja się cieszę... Nie mogłam się przekonać do komunizmu. I nie pracuje pan już w warsztatach kolejowych?
— Od bardzo dawna.