Przerwała mu zapewnieniami, że to są głupstwa:

— Widzi pan, panie Franku, już po piątej, a ja na siódmą muszę być w szpitalu...

— To ja pani całą noc zabrałem!

— Niech mi pan wierzy, że nie zamieniłabym jej na najmocniejszy sen.

— To tylko uprzejmość — zaczął, lecz go zburczała:

— Jak można, panie Franku! Czyż pan nie widzi, że jestem panu bardzo wdzięczna, że pan mnie sobie przypomniał, nie kogoś innego. Cóż znaczy jedna nieprzespana noc!

— Jak dla kogo. Dla mnie to drobiazg, ale pani źle wygląda.

— Zbrzydłam?

— Nie, ale jest pani przemęczona. Przypuszczam, że sama pani czuje to aż nazbyt dotkliwie.

Zrobiła zrozpaczoną minę: