— Co za pech! A ja miałam nadzieję oczarować pana swoim wyglądem! Nie, galanterji nie nauczy się pan nigdy. Jakże można młodej pannie mówić takie przykre rzeczy!
Usiłowała wszystko pokryć żartami, lecz Murek powiedział:
— Powinna pani odpocząć.
— Odpocząć? Ależ ja na to nie mam czasu.
— Czyż u was nie dają urlopów?
— Dają, naturalnie. Ale ja swój sprzedałam. Pan nie ma pojęcia, jaka ja jestem chciwa na pieniądze!
— Pani mało zarabia?
— Ja? Dużo, bardzo dużo. W ubiegłym miesiącu zarobiłam prawie czterysta złotych, oprócz pensji. Razem pięćset z górą! No, czy nie jestem dzielna? Niech pan sam powie!
Rzeczywiście zdziwił się. Ani wytarty szlafroczek, ani zniszczone pantofelki, ani skromniutkie paletko, pieczołowicie rozwieszone w przedpokoju na ramiączkach nie zdradzały takich zarobków. Przyszło mu na myśl, że ukrywa przed nim swą nędzę i dlatego zapytał podstępnie:
— Jak to dobrze mieć bogatych przyjaciół! Nie odmówi mi pani, panno Miko, kilkuset złotych pożyczki?