— Więc pani bawi się w filantropję? Jakże? Sierotki, czy staruszki?
Zaśmiała się i zmieniła temat rozmowy. Potem zabrała się do przygotowania posłania dla Murka na tapczanie.
— Proszę się rozbierać i kłaść spać — zakomendrowała. — A ja muszę ubierać się. Mam w szpitalu jednego chorego, który bardzo się cieszy, gdy przyjdę trochę wcześniej. Po operacji biedak cierpi na bezsenność. Niech pan tu się czuje, jak u siebie w domu. W śpiżarni znajdzie pan mleko i jajka, a bułki i coś jeszcze przyślę przez dozorczynię. Bo ja będę mogła wrócić dopiero o dziewiątej wieczorem. Oczywiście zastanę pana?
— Tak sądzę. Ale od siódmej rano do dziewiątej wieczór! Kto widział tak pracować.
— No, mam przerwę na obiad. Między szpitalem i lecznicą.
— A obiad je pani w szpitalu?
— Nie, na mieście.
— Więc może spotkamy się i zjemy razem? — zaproponował.
Mika zmieszała się.
— Ach, nie... Widzi pan, ja nie będę sama.