Wskazał na wysokiego robotnika i na dwóch innych. Murek ze zdziwieniem zwrócił się ku nim.

— Konfrontacja! — przemknęło mu przez głowę i jednocześnie z radością stwierdził, że tamci nie poznają go wcale. W kawiarence było wtedy ciemnawo, Murek miał na sobie inne palto, no, i zarost.

— W życiu ich nie widziałem — zapewnił z przekonaniem.

— Ale oni was widzieli — perswazyjnie powiedział krzywonosy.

— Być może.

— Było. No, jakże, towarzysze? Poznajecie?... Towarzysz Garbaty zgolił wprawdzie wąsy i brodę, ale wy macie dobre oczy.

Tamci milczeli. Wreszcie jeden z nich rozłożył ręce:

— Jakby on, jakby nie on. Tamten był grubszy.

— I wyższy — dodał drugi.

Niespodziewanie Zimny zwrócił się do Murka: