Zmarszczył brwi:
— Łatwo jest być moralistką, gdy się jednocześnie, wybaczy pani, korzysta z owych afer. Gdy się luksusowo mieszka, gdy się posiada drogą biżuterję, futra, suknie gdy...
— Owszem — przerwała — przyznaję panu rację, Ale czyż to zmienia sens sprawy?
— O, zmienić bardzo łatwo, panno Tunko. Wystarczy wyrzec się tego wszystkiego, postarać się o posadkę i zarabiać sto kilkadziesiąt złotych miesięcznie. A jeżeli nie znajdzie się posadki, no to szlachetnie i uczciwie, z czystem sumieniem umrzeć z głodu.
— Wcale nie pretenduję do świecenia przykładem.
— A jednak pani surowo sądzi innych.
— I siebie, proszę pana, i siebie!
— Więc jednak nie chciałaby pani, by ojciec porzucił interesy i został urzędnikiem, lub poprostu bezrobotnym?
— Przyznaję, nie chciałabym. Ale czyż nie można i w interesach być uczciwym?... Zaraz, zaraz! Wiem, co mi pan odpowie. Że w dzisiejszych czasach, wśród dzisiejszych ludzi i tak dalej!... Być może. Nie znam się na tem i sądzę, że pan ma większe odemnie doświadczenie...
— I ja tak myślę — uśmiechnął się gorzko.