— Narzekać nie można — uśmiechnął się Stawski, przysuwając swoje krzesło, zapytał z nieukrywanem zaciekawieniem — więc o co chodzi?
Murek wstał, otworzył swój neseser i w milczeniu podał mu fotografję Arletki. Stawski spojrzał, zerknął na Murka, znowu przyjrzał się fotografji i rzekł:
— Pierwsza klasa.
— Jest inteligentna, mówi po francusku, tańczy doskonale — wyrecytował Murek i czuł, że krew ucieka mu z twarzy.
— No? — świdrował go wzrokiem Stawski.
Murek przetarł czoło i nie patrząc nań, powiedział:
— Muszę pozbyć się tej dziewczyny. Jeżeli dałoby się to zrobić, by wyjechała daleko, zagranicę, powiedzmy do Południowej Ameryki...
— Dlaczego ma się nie dać?
— Bo... bo, widzi pan, ona nie zechce. To musi być przeprowadzone wbrew jej woli.
— Trochę gorzej, ale gdybyśmy nasze interesy emigracyjne przeprowadzali tylko wtedy, gdy nasz towar się na to dobrowolnie godzi, to byśmy już zbankrutowali — zaśmiał się Stawski.