— Prawda.
— Więc pakujcie manatki i jazda. Choćby do Argentyny. Najlepiej do Argentyny, bo tam cała nasza centrala. A tam już ulokujesz ją pan bezpiecznie i możesz wracać. W tem nic skomplikowanego. Takich szpasów robi się mało tysiąc na rok. Jeszcze na powrotną drogę pan na tem zarobi i na miesiąc wygodnego życia.
Murek potrząsnął głową:
— Ja nie mogę wyjechać.
— Dlaczego?
— Interesy. Właśnie poto zwracam się do pana, byście coś poradzili.
Stawski podrapał się po ramieniu...
— Mogę ją wysłać z transportem. Ale to ryzyko za wielkie, jeżeli ona sprytna. Za wielkie. Gotowa przewąchać pismo nosem, narobi rabanu w drodze. Ale czekajcie... Hm... Co głowa, to rozum. Zawołam mego wspólnika. On ma takie doświadczenie, że mógłby samego mnie sprzedać na żywy towar!
Zaśmiał się i, otworzywszy drzwi, krzyknął:
— Sztyfel. Chodź no tu!