— Nie, niema innej rady, jak ukryć się i nie pokazywać się im na oczy. Gdzieś ty się teraz ulokował?

— Tam, u jednego — odpowiedział wymijająco.

— Jedno z dwojga: albo mi nie wierzysz, albo u kobiety.

— Wierzę ci. I nie u żadnej kobiety, tylko u jednego partyjnego.

Zdziwiła się:

— Więc ty nadal z tymi komunistami?...

— Skądże — wzruszył ramionami — ale, jak mogę skorzystać, to dlaczego nie.

— Pewno — przyznała.

Wstąpili do małej knajpki, usiedli w kącie i rozmawiali półgłosem. Musiał jej opowiedzieć o przebiegu „roboty”. Jak go postawili przy drzwiach, jak później wybiegł jakiś łysy facet z walizką, jak wszystko dalej stało się inaczej niż planowali, dlatego tylko, że nie mógł zdobyć się na zastrzelenie owego faceta.

— Później ukryłem w bezpiecznem miejscu walizkę i na tem koniec. Nie wiem tylko, co dalej ze sobą robić, i z czego żyć. Mam wprawdzie w kieszeni zagraniczny paszport na cudze nazwisko, z moją fotografją, ale bez forsy zagranicę nie mamy poco jechać. A o spyleniu tych papierów teraz nie można marzyć. Chyba gdzie na prowincji, ale to wątpię.