Po krótkiej naradzie ustalono wspólnie plan wyjazdu. Za radą przemytników, Murek miał jechać ze starszym z nich przez Berlin i Hawr, Arletka zaś przez Gdańsk z przystojnym blondynem, przyczem miała występować jako jego żona. Zgodziła się na to pod warunkiem, że na okręcie zainstalują się w osobnych kabinach.
Walizki Arletki miał zabrać Heniek jeszcze wieczorem, a wczesnym rankiem zajechać po nią taksówką. W dwie godziny po odjeździe pociągu gdańskiego, Murek miał odjechać berlińskim.
Przez cały czas tej rozmowy i później do wieczora, Murek drżał na myśl, że Arletka zacznie go podejrzewać o fałszywą grę. Wielką miłością starał się też uśpić jej obawy, jeżeli jakiekolwiek mogły się zrodzić w jej umyśle. Na szczęście, ona przyjmowała wszystko z najlepszą wiarą. Gdy zjawił się Heniek po rzeczy i pokazał jej paszport i kartę okrętową, uspokoiła się zupełnie:
— Ten Heniek — powiedziała po jego wyjściu — to rzeczywiście drań kuty na cztery nogi. Jestem pewna, że dojadę z nim pomyślnie.
Przez całą noc nie spali. Najpierw pakowali walizki Murka, później snuli projekty nowego życia za oceanem. Raz po raz wyglądali przez okno, by stwierdzić, że pod domem kręcą się naprawdę jakieś podejrzane typy.
O siódmej, z punktualnością zegarka, zjawił się Heniek, który ze złośliwym uśmiechem przyglądał się pożegnaniu i łzom, które szkliły się w oczach Murka.
W kwadrans potem, w mieszkaniu zaległa cisza.
Murek długo stał nieruchomo na progu przedpokoju, wreszcie zasłonił twarz rękami i zaczął szlochać. Raz po raz zrywał się, spoglądał na zegarek: Jeszcze czas! Jeszcze pociąg nie odszedł!... Biegł do drzwi, zawracał, jak oszalały, biegał po pustych pokojach, upadł na kolana przed łóżkiem Arletki i w łkaniu bił głową w podłogę, aż do otumanienia.
— Moja jedyna, moje najdroższe biedactwo... — jęczał, aż jęk przechodził w jakieś zduszone wycie.
Zdawał sobie sprawę z ogromu swojej rozpaczy i jednocześnie widział z ohydną jaskrawością samego siebie, grającego tę komedję przed własnem sumieniem, komedję, bo przecie mógł jeszcze ją ratować, mógł ją wykupić bodaj za wszystko, co posiadał! Ale jeżeli była to komedja, czemuż tak realnie, tak piekielnie się męczył?... Czemu krew zalewała mu mózg, czemu w piersiach darło pazurami, że każdy oddech przenikał płuca rozpierającym kurczowym bólem?... Gdzie fałsz i obłuda, a gdzie prawda?...