— Dobrze — zgodził się Murek.

— Wstąpimy do nas? — zaproponował Lipczyński. — Zobaczy pan Franka.

— Wstąpię. Tembardziej, że chciałbym zabrać tę kopertę, którą pan był łaskaw wziąć na przechowanie.

Niemowlę było brzydkie podawnemu, lecz nie tak czerwone. Pani Lipczyńska utrzymywała, że jest śliczne i zmartwiła się wiadomością, że Murek chce je zabrać. Zaczęła go przekonywać i namawiać, lecz nie zgodził się. Zapowiedział w końcu, że jeszcze się namyśli. W istocie, pragnął przed decyzją rozmówić się z Tunką.

Narazie zabrał depozyt i wrócił do Medany.

— Dam mu to i niech robi, co chce — myślał, idąc do Czabana.

Zastał go w gabinecie, użerającego się z delegacją pracowników o zaległe pensje.

— Niech panowie zostawią nas samych — powiedział stanowczym tonem. — Przypuszczam, że wkrótce będziemy mogli wypłacić zaległości.

Gdy wyszli, sprawdził, czy nikt nie może podsłuchiwać, pozamykał drzwi na klucz, i położył przed Czabanem kopertę.

— Co to jest? — zapytał Czaban.