— Albo bezwartościowa makulatura, albo kilkaset tysięcy. Nie wiem. Otwórz i zobacz.
Czaban rozciął kopertę, wyjął z niej drugą i z niej paczkę starannie złożonych papierów. Przejrzał kilka z brzegu, poczerwieniał i podniósł na Murka oczy:
— Skąd to masz?
— To obojętne. Mam i tyle.
Czaban zagwizdał:
— Fiu, fiu, nie wiedziałem, że ty takie ecie-pecie potrafisz... To poważna sprawa...
Murek usiadł i zapalił papierosa, Czaban zaś systematycznie przeglądał papiery, arkusz po arkuszu.
— To komplet? — zapytał.
— Pełny komplet. Wystarczy każdemu. I nam też, jako bilet wolnej jazdy na szubienicę.
— Daj spokój — skrzywił się Czaban i zastukał zgiętym palcem w drewniany spód szuflady. — Powiedz lepiej, czy tego szukają? Skradzione z fabryki?