W oszklonej bibljoteczce Murek, rozłożył makulaturę, zaś na wierzchu, na biurku, i wszędzie gdzie się dało, porozkładał książki „fachowe”.

Nie tracąc też czasu, przystąpił do przerysowania tuszem na większe kartony rycin astrologicznych, różnych horoskopów, figur, pentagramów i kabalistycznych znaków. Narazie poprzypinał pluskiewkami kartony do ścian, obiecując sobie oprawić je w ramki i oszklić, gdy wróżbiarstwo zacznie dawać dochody.

Tym razem miał jeszcze stare sprawy na głowie.

Trzeba było pokazać się w partji, gdzie w związku z jego zniknięciem mogły się ugruntować podejrzenia.

W lokalu partyjnym, zakonspirowanym jako biuro wynajmu filmów, starzy towarzysze nie poznali Murka, a najbliższy jego współpracownik, towarzysz Dyl, przyjął go pytaniem:

— Szanowny pan w jakiej sprawie?

— Chciałem zapytać, czy nie macie nowego filmu z Gretą Garbo, towarzyszu Dyl? — zażartował Murek.

W biurze zapanowała konsternacja, a Dyl uśmiechnął się blado:

— Szanowny pan się myli. To jakieś nieporozumienie. Ja się nazywam Stupiński.

Murek wybuchnął śmiechem: