Widocznie jednak ten ktoś nie ustępował, gdyż Michałowa zapukała do drzwi Murka.

— Proszę pana doktora, tu jakaś pani przyszła. Mówi, że ma interes. Tylko wyrozumieć nie mogę, o co jej chodzi, o jakieś reklamy, o jakiegoś człowieka, żeby pan doktór powiedział...

— Dobrze — powiedział Murek — zaraz wyjdę do tej pani.

Był tylko w spodniach i koszuli, narzucił więc swoje pontyfikalne czarne domino, z powodzeniem spełniające rano rolę szlafroka. W przedpokoju było ciemno. Przy drzwiach stała jakaś pani. Futrzany kołnierz jej palta zakrywał połowę twarzy. Pomimo to Murek poznał ją odrazu:

— Arletka!...

Ona chwyciła go za rękę:

— To ty!

— Chodźmy.

Wprowadził ją do pokoju, zamknął drzwi i zaśmiał się:

— Myślałem, ba, byłem pewien, żeś mnie nie poznała tam na ulicy.