— A ciebie on tu przysłał?
Skinęła głową:
— On. On nie wie, że ten Mahatma to ty. Myślał, żeś się temu Mahatmie wynajął do rozlepiania reklamek. Kazał mi pójść na wróżbę i wypytać o adres tego człowieka, który chodził z reklamami. Nawet dał mi piątaka za honorarjum.
— A ty co mu powiesz? — spojrzał na nią ponuro.
Arletka pomału zdjęła palto, kapelusz, podeszła do biurka, obejrzała czaszki, szklaną kulę, puhacza, zapaliła papierosa i zapytała, nie patrząc na Murka:
— Dlaczego nie przyszedłeś wtedy do „Szwedzkiego”?
— Zachorowałem. Miałem grypę.
— Kłamiesz.
Murek popatrzył na nią zdziwiony:
— Poco miałbym kłamać?