— Chciałeś się ode mnie odczepić.

— Zwarjowałaś — zaśmiał się — gdybym się nie bał, że u Koziołkowej mnie poznają, dowiadywałbym się i tam.

— Jakto i „tam”, boś się gdzie dowiadywał?

— W Dancing Clubie, w innych lokalach. Przepadłaś jak kamień w wodę. Myślałem, żeś wyjechała z Warszawy.

— A nie bujasz — zerknęła ku niemu niedowierzająco.

Murek puknął się w czoło:

— Zastanów się, kobito! Po jakiego djabła miałem cię unikać? Człowiek się cieszy, że nareszcie ją spotkał, a ona z posądzeniami wyjeżdża!...

Arletka nie dała się jeszcze przekonać, ale ze zmiany jej tonu i wyrazu twarzy widać było, że chciałaby wierzyć. Murek zaczął jej opowiadać o wszystkiem co go spotkało w tym czasie, o tem, jak wpadł na pomysł swego obecnego procederu, jak skompletował atrybuty wróżbiarskie.

Słuchała z nader żywem zainteresowaniem.

— Ty wiesz, że to nie jest głupi kant — orzekła z przekonaniem. — Na tem można zrobić hopy.