— Eeee, czyżby?
— Jak Boga kocham. Bestia, że dostał się na stanowisko szefa gabinetu premiera, przewrócił sobie we łbie. Cymbał, zdawało mu się, że wszyscy przed nim będą plackiem!
— A cóż porabia minister Jaszuński?
— Jak to co? — zdziwił się pułkownik. — No przecież jest na zjeździe w Budapeszcie.
— To szkoda.
— Miał pan do niego jaki interes?
— Niewielki, ale miałem.
— No to posiedzi pan w Warszawie kilka dni. Przynajmniej zabawimy się. Jaszuński często pana wspomina...
Dyzma spojrzał na pułkownika z nie ukrywanym zdziwieniem. Ten zaś dodał:
— Fakt, jak Boga kocham. Jak to on powiedział o panu? Zaraz, zaraz... aha! Ten pan Dyzma ma trafne podejście do życia: chwyta je za grzywę i wali w pysk! Co? Jaszuński ma swoje powiedzonka! Radziłem mu nawet wydać w książce aforyzmy.