Dyzma miał dość. Krew mu nabiegła do twarzy.

— Czego się pani wydziera; do stu diabłów! — ryknął z całej siły.

Pani Przełęska umilkła, jakby rażona piorunem, oczy jej rozszerzyły się, skurczyła się w sobie i z przerażeniem spojrzała na intruza.

— Nikt tu od pani pieniędzy nie chce, a jeżeli czego chce, to właśnie oddać!

— Co?

— Powiadam: oddać!

— Kto? — zapytała z rosnącym zdziwieniem.

— A jak pani myśli, kto? Szach perski? Sułtan turecki?... Siostrzeniec pani, a mój przyjaciel.

Pani Przełęska chwyciła oburącz głowę.

— Ach, niech pan wybaczy, mam dziś szaloną migrenę173 i służba doprowadziła mnie do pasji, niech pan daruje!... Bardzo przepraszam. Pan pozwoli.