Dyzma wszedł za nią do bocznego pokoiku, gdzie połowa mebli leżała na ziemi, a w środku stała szczotka do froterowania posadzek. Postawiła mu krzesło przy oknie i sama, znów przepraszając za swój strój, wyszła, by zniknąć na dobre pół godziny.

„Co za cholera — myślał Dyzma — wskoczyła na mnie jak szpic174 na garbatego. Diabli mnie tu przynieśli. Widać ciotka nie mniejsza wariatka od siostrzeńca. Niby wielka dama, a wygląda jak kuchta...”

Długo nie mógł się uspokoić, gdy jednak to nastąpiło, zaczął żałować, że od razu tej babie powiedział o zamiarze Ponimirskiego oddania długów.

„Ma tamtego za wariata, gotowa i mnie wziąć za takiegoż”.

Wreszcie zjawiła się. Teraz ubrana była w piękny purpurowy szlafrok, miała uczesane włosy, a na jej mięsistym nosie i wystających policzkach bielała gruba warstwa pudru, jeszcze mocniej podkreślona jaskrawym karminem warg.

— Bardzo pana przepraszam, bardzo — zaczęła z miejsca — jestem doprawdy przemęczona nerwowo. Jestem Przełęska...

Wyciągnęła ku niemu długą, szczupłą rękę, którą Nikodem ucałował, wymieniając swoje nazwisko.

Zaczęła go wypytywać, przy czym pytania tak szybko następowały po sobie, że mimo dobrej woli nie mógł na żadne z nich odpowiedzieć. Wyciągnął zatem list Ponimirskiego i podał jej w milczeniu.

Wzięła list w palce i zawołała:

— Mój Boże, zapomniałam lorgnon175. Franiu, Franiu, Antoni! Franiu! — wołała rozdzierającym głosem.