Rozległ się przyśpieszony tupot i po chwili pokojówka przyniosła szkła oprawne w złoto. Pani Przełęska zaczęła czytać list, w trakcie czego dostała wypieków i kilkakrotnie przerywała sobie, dla coraz wylewniejszego176 przepraszania Dyzmy.

List sprawił na niej silne wrażenie. Przejrzała go powtórnie i oświadczyła, że sprawa jest niezmiernie ważna, nie dlatego, że Żorzyk ma oddać jej dług, ale w ogóle.

Wypytywała szeroko Nikodema o stan rzeczy w Koborowie, o nastrój „tej nieszczęsnej Ninetki”, o stan majątkowy „tego złodzieja Kunika”, zakończyła zaś pytaniem, co o wszystkim sądzi szanowny pan.

Szanowny pan nic nie sądzi i odpowiedział półgębkiem:

— Bo ja wiem? Trzeba byłoby pogadać z adwokatem.

— Mądra myśl, mądra myśl — podchwyciła pani Przełęska z akcentem uznania. — Ale wie pan co, najlepiej byłoby przedtem naradzić się z panem Krzepickim. Zna pan pana Krzepickiego?

— Nie, nie znam. A kto to?

— O, to bardzo zdolny człowiek i stary nasz znajomy, chociaż młody wiekiem. Proszę pana, pan stanął w hotelu?

— Tak.

— Czy nie odmówi pan, gdy go zaproszę na jutro na obiad? Będzie właśnie pan Krzepicki i omówimy całą sprawę. Dobrze?