— Dlaczego nie, i owszem...
— Zatem dziękuję serdecznie. Moim zdaniem w każdej sprawie najważniejsze jest to, kto ją załatwia. Kwestia personalna!
Jaszuński zamykał biuro. Ulanicki zadzwonił na woźnego.
Nikodemowi przyszło na myśl, że teraz byłaby najodpowiedniejsza chwila do spróbowania, czy nie uda się załatwić prośby Kunickiego.
— Panie ministrze — zaczął — i ja mam interes.
— No? Służę! — z zaciekawieniem spojrzał nań Jaszuński.
— Chodzi o to, że w grodzieńskiej Dyrekcji Lasów Państwowych rządzi dyrektor Olszewski. Ten Olszewski uwziął się, żeby zaszkodzić tartakom koborowskim... On nienawidzi Kunickiego i dlatego coraz zmniejsza ten, no ten... kontyngent203 drzewa z lasów państwowych...
— Ach, prawda — przerwał minister — coś pamiętam, były nawet jakieś skargi. Ale ten Kunicki to podobno bardzo nieciekawy jegomość. Czy pana z nim coś łączy?
— Broń Boże. Tylko interesy...
— Nikodem — wyjaśnił Ulanicki — jest jego sąsiadem i plenipotentem204 jego żony, z którą Kunicki, uważasz, jest na bakier.