— Panie Nikodemie — powiedział minister — będę szczery. Nie chciałbym zmieniać zarządzeń Olszewskiego. Kunicki uchodzi za kanalię i krętacza. Ale panu wierzę bez zastrzeżeń. Czy rzeczywiście powiększenie kontyngentu drzewa z punktu widzenia interesów Skarbu byłoby słuszne? Tak czy nie?
— Tak — skinął głową Dyzma.
— Czy dyrektor Olszewski bez powodów szykanuje tartaki pani Kunickiej.
— Bez powodów.
— Rzecz załatwiona. Moim zdaniem umiejętność kierowania polega na umiejętności natychmiastowej decyzji.
Wyjął kartę wizytową, nakreślił na niej kilka wierszy, i wręczając ją Dyzmie, rzekł z uśmiechem:
— Służę panu. To jest bilecik do Olszewskiego. Niezależnie od tego jutro rano każę wysłać doń odpowiedni telefonogram. Kiedy pan wraca na wieś?
— Pojutrze.
— Szkoda. Ale nie mogę pana zatrzymywać. Niechże pan czeka na wiadomość ode mnie. Zaraz, zaraz, a ty, Jasiu, masz adres pana Dyzmy?
— Mam. Zresztą jutro spotkamy się na brydżu u pani Przełęskiej. Nikodem też u niej bywa.