— Widzisz go, cholera! — powiedział głośno.

Brzmiało w tym zadowolenie, wesołość i zdziwienie, a raczej podziw dla samego siebie.

Czuł, że grunt wzmacnia się pod jego nogami, że ci ludzie z tego obcego, zdawałoby się niedosięgalnego środowiska, którzy sobie coś w nim, w Dyzmie, uwidzieli, diabli wiedzą dlaczego, może przecie mają trochę racji...

Był kontent209 z siebie.

W hotelu czekała go niespodzianka.

Była to wąska popielata koperta, zaadresowana do niego. Gdy ją otworzył, owinął go zapach znajomych perfum. Kartka była szczelnie pokryta ładnym okrągłym pismem, na dole zaś widniał podpis: Nina Kunicka.

Uśmiechnął się.

„Popatrz! Co też ona pisze?”

Zapalił lampkę przy łóżku, zdjął buty, i ułożywszy się wygodnie, zaczął czytać.

Szanowny Panie Nikodemie!