Nina uśmiechała się wciąż.

— Nino! Przestań! — rzuciła książkę, którą przed chwilą czytała, i zaczęła chodzić po pokoju.

— Gardzę, rozumiesz, gardzę kobietami, które dla przypodobania się mężczyźnie robią z siebie — szukała mocnego epitetu — robią z siebie kokotki225! — wypaliła.

Nina zbladła.

— Kasiu, obrażasz mnie!

— Kobieta przymilająca się mężczyźnie robi na mnie wrażenie, daruj, ale będę szczera, suki, tak, suki!...

Oczy Niny zapełniły się łzami. Przez chwilę patrzyła na Kasię szeroko rozwartymi źrenicami, później ukryła głowę w ramionach i zaczęła płakać. Szloch unosił nierównym rytmem jej łopatki, skóra na karku zaróżowiła się.

Kasia zaciskała piąstki, była jednak zbyt wzburzona, by mogła się pohamować.

— Może zaprzeczysz — wołała — może zaprzeczysz, że dziś od południa, odkąd przyszła depesza, zmienił ci się nastrój?! Może zaprzeczysz, że przebrałaś się dla Dyzmy?! Że teraz od godziny mizdrzysz226 się przed lustrem, żeby go o-cza-ro-wać!

— Boże, Boże — szlochała Nina.