Nina przygryzła wargi i zatrzymała oddech.

— Tak mówisz?... Więc dobrze, samca, samca... Czyż nie jestem samicą?!

— Chama — dodała Kasia.

— Nieprawda! Pan Nikodem nie jest chamem. Dość miałam dowodów jego subtelności. Jeżeli zaś jest brusque228, czyni to świadomie. To jest jego styl, jego typ. To ja nad tobą powinnam się litować, że natura cię tak upośledziła, że nie jesteś w stanie odczuć elektryzującego działania tej najpiękniejszej siły, tej władczej, prymitywnej męskości... Tak, właśnie pierwotność, symplicyzm229 natury...

— Jakoś łatwo rezygnujesz z kulturalnych pretensji.

— Kłamiesz, kłamiesz, świadomie kłamiesz, sama przyznawałaś, że zenitem kultury jest wżycie się w prawa przyrody...

— Po co te frazesy? — z zimną ironią przerwała Kasia. — Powiedz po prostu, że chcesz go mieć w łóżku, że trzęsiesz się z żądzy podstawiania mu swego ciała.

Chciała jeszcze mówić dalej, lecz widząc, że Nina zakryła twarz chusteczką i zaczęła płakać, umilkła.

— Jakaż ty jesteś... bez serca... jaka... bez serca... — wśród łkania powtarzała Nina.

W oczach Kasi zapaliły się ogniki.