— I tak nie zejdę na kolację — odparła Nina i zaszlochała znowu.

Kasia okrywała pocałunkami jej mokre policzki, oczy, drgające usta, włosy.

— Nie płacz, nie płacz, kochanie, byłam niedobra, brutalna, przebacz, najdroższa...

Tuliła ją mocno w ramionach, jakby siłą uścisku chciała zdusić spazm230 łkania.

— Ninuś, moja kochana Ninuś!

W drzwiach stanęła pokojówka, meldując, że kolację podano.

— Powiedz panu, że panią głowa boli i że nie zejdziemy na kolację.

Gdy pokojówka wyszła, Nina zaczęła namawiać Kasię, by zostawiła ją i zeszła na dół. Kasia jednak ani słyszeć o tym nie chciała. Nina, chlipiąc, ocierała oczy, gdy znowu zapukano.

Do pokoju wpadł Kunicki. Był rozpromieniony i rozgestykulowany.

— Chodźcie, chodźcie — szeplenił — przyjechał Dyzma! A nie macie pojęcia, z jakimi rezultatami! To złoty człowiek. Powiadam wam, wszystko przeprowadził, co chciał! Chodźcie! Umyślnie prosiłem, by z opowiadaniem zaczekał na was...