— Pomóc nie pomoże.

— Ale da się zrobić? Co? W razie czego przecie są dokumenty, mam je w ręku, w razie jakichś zastrzeżeń mogę powtórnie udowodnić...

Mówił jeszcze długo, rozwodząc się nad szczegółami i cytując fragmenty swojej obrony w sądzie.

Zbliżała się już północ, gdy spostrzegł senność słuchacza.

— Ale pan jest zmęczony! No, wyśpi się pan i tak. I bardzo pana proszę, kochany panie Nikodemie, nie zadawaj pan sobie trudu zbyt wiele. Oczywiście będę panu niezmiernie wdzięczny, jeżeli pan swoim bacznym235 okiem rzuci tu i ówdzie. Zawsze co dwie głowy, to nie jedna; ale, powtarzam, dzięki Bogu, jestem zdrów i nie widzę potrzeby obarczania pana swoją pracą. Niech pan wypoczywa sobie i czuje się jak w domu.

— Dziękuję — rzekł Dyzma i ziewnął.

— Ale jeszcze jedno. Jak pan będzie miał ochotę i czas, niechże pan trochę zaopiekuje się moimi paniami. Kasia to jeszcze jeździ konno, uprawia inne sporty, ale żona moja, biedactwo, nudzi się bardzo. Nie ma żadnego towarzystwa. Dzięki temu i nudy, i migreny236, i melancholie. Przyzna pan: obcowanie jedynie z Kasią musi wpływać źle na stan nerwów. Więc będę bardzo wdzięczny, jeżeli pan znajdzie dla nich trochę czasu.

Dyzma obiecał zająć się rozerwaniem pani Niny, zaś kładąc się spać, myślał:

„Taki stary kanciarz, a taki frajer! Kobieta i tak na mnie leci, a on jeszcze ją popycha”.

Usiadł na łóżku oparty o poduszki, i wyjąwszy z portfelu237 pieniądze przeliczył je z grubsza, po czym na kartce papieru zaczął obliczać, ile też będzie miał dochodu. Właśnie zamyślił się nad kwotą tantiemy, gdy usłyszał przyciszone kroki w sąsiednim pokoju. Ktoś szedł po omacku, gdyż kilka razy potrącił krzesła. Było już po drugiej. Zainteresowany, chciał wstać i wyjrzeć, gdy kroki zatrzymały się tuż przed drzwiami, po chwili zaś klamka poruszyła się i drzwi zaczęły się uchylać.