— To też coś takiego — doburknął Dyzma.

W gruncie rzeczy wcale nie mógł zorientować się w sytuacji. Wprawdzie mile go połechtało242 to, że pani Nina w nim się durzy, lecz nie rozumiał, dlaczego to tak oburza Kasię, dlaczego przyszła tutaj w nocy, zamiast po prostu podzielić się swoimi podejrzeniami z ojcem. Wiedział, że nienawidziła Kunickiego, lecz dlaczego w takim razie tak namiętnie pilnuje wierności macochy? U tych wielkich państwa zawsze wszystko do góry nogami...

Tymczasem Kasia odwróciła się i Nikodem znowu się zdziwił: uśmiechała się doń z kokieterią.

— Gniewa się pan na mnie? — zapytała z wyraźnym przymilaniem się. — Bardzo?

— Pewno, że bardzo.

— Ale mnie pan nie wyprosi? Można usiąść?

— Czas spać — bąknął niechętnie.

Roześmiała się wesoło i niespodziewanie usiadła na brzegu łóżka.

— Czy pan zawsze noc spędza tak cnotliwie? Tak samotnie?...

Spojrzał na nią zdumiony. Pochyliła się lekko ku niemu. Nad równiutkim rzędem niebywale białych ząbków rozchylały się ciemnowiśniowe wargi, nad nimi niepokojąco poruszały się nozdrza, rumieniec zabarwił brzoskwiniową skórę policzków. Była tak ponętna, jakiej jej dotychczas nigdy nie widział. Tylko oczy nie zmieniły swego pierwotnego wyrazu. Patrzyły zimno i badawczo spod wspaniałego wąskiego łuku zrośniętych brwi.