Wieczorem wrócił Kunicki i zaanektował Dyzmę aż do późnej nocy.

Dopiero następnego ranka Nikodem spotkał Kasię w przejściu do jadalni. Na jego ukłon odpowiedziała wyniosłym skinięciem głowy. Nina już siedziała przy stole. Obie panie były milczące. Trzeba było zacząć rozmowę. Na pierwszą wzmiankę Dyzmy o ładnej pogodzie, Kasia odpowiedziała z wyzywającą ironią:

— Ach, był pan łaskaw zauważyć to niezwykłe zjawisko.

Gdy zaś wstał, by sięgnąć po wędlinę, i wpakował rękaw w masło, zaśmiała się wyzywająco:

— Takie piękne ubranie! Jaka szkoda! Ślicznie zrobione, z takim smakiem. Czy pan ma krawca w Londynie?

— Nie — odparł po prostu — ja kupuję ubrania gotowe.

Nie odczuł szyderstwa i zdziwił się w duchu, że to ubranie może się aż tak podobać. Nie rozumiał też spojrzenia pełnego wyrzutu, jakim pani Nina próbowała powstrzymać docinki Kasi.

— Widzisz — powiedziała pani Nina — dostałaś dobrą nauczkę od pana Nikodema. Mówiłam ci, że snobizm nie może leżeć w naturze pana, człowieka czynu.

Kasia zmięła serwetkę i wstała.

— Ach, co mnie to obchodzi. Do widzenia!