— Dobrze.

Wzięła szal i parasol, gdyż słońce piekło niemiłosiernie.

Szli wąską dróżką wśród ściernisk248, ku nieruchomej tafli jeziora. Nina miała na sobie białą lekką sukienkę, niemal przezroczystą, tak że Nikodem, idąc za nią, wyraźnie odróżniał kształt nóg.

By dojść do łódek, trzeba było przejść przez kładkę nad dość szerokim rowem. Nina zawahała się.

— Wie pan, lepiej przejdziemy dalszą drogą.

— Boi się pani przejść przez kładkę?

— Trochę.

— Nie ma czego. Kładka mocna.

— Ale ja dostanę zawrotu głowy i stracę równowagę...

— Hm... czy warto obchodzić? Ja panią przeniosę.