— A jednak nie lubi. Dziś przy śniadaniu takie szpilki mi wsadzała.
— No, ale pan nic sobie z tego nie robi. I odciął się pan znakomicie. Pan tak umie kilku słowami osadzić adwersanta250...
Dyzma roześmiał się. Przypomniał sobie opowiadanie Waredy o krynickim kawale Ulanickiego.
— Czasami — powiedział — można to zrobić i bez słów. Jak byłem w maju w Krynicy, to w moim pensjonacie mieszkał pewien bubek. Wie pani, taki elegant z morskiej pianki. Przy stole siedział naprzeciw mnie i co dzień przez cały obiad gadał i gadał! O czym on nie gadał! Wszystkimi językami! A wszyscy słuchają, zwłaszcza panie! A on czaruje i czaruje.
— Znam typy tego rodzaju — wtrąciła Nina — takie bawidamki. Nie znoszę takich.
— I ja też nie znoszę. Więc jednego dnia już nie mogłem wytrzymać. Kiedy ten już z pół godziny gadał, pochyliłem się raptem251 do niego i jak nie huknę: — Huuuu!...
Nina wybuchnęła śmiechem.
— A on co? — zapytała.
— On? Zamilkł z miejsca i więcej go nie widzieliśmy. Wyjechał czy coś.
Pani Nina zawołała: