— Ach, jakież to świetne. I to takie w pańskim właśnie stylu! Gdyby mi pan nawet nie powiedział, że to pan tak zrobił, na pewno bym odgadła. Świetne!

Dyzma był kontent252 z efektu.

— Wie pan — ciągnęła Nina — nigdy nie spotykałam takich mężczyzn jak pan. I wydaje mi się, że znamy się już od lat. Wydaje mi się, że potrafiłabym już dziś powiedzieć ściśle, co pan w każdym wypadku zrobi, co powie. I to jest zastanawiające, że jednak za każdym razem odkrywam w panu nowe rewelacje, nowe niespodzianki. A przecież pan jest monolitem...

— Kim?...

— Monolitem. Konstrukcja pańskiego charakteru jest matematycznie konsekwentna. Na przykład pański sposób obcowania z kobietami! Fascynuje prostotą. Prawda, może jest nieco surowy, a nawet, powiedziałabym, brutalny. Ale wyczuwa się pod nim głębię przemyśleń. Właśnie człowiek wielkiego czynu, właśnie głęboki intelektualista musi mieć sposób bycia taki wyzwolony z wszelkich werteryzmów253 czy liryzmów, pozbawiony takiej ornamentacji i połyskliwego blichtru254. O, pan nie należy do ludzi, którzy przypominają mi sklep, gdyż wszystkie swoje wartości wystawiają w witrynach. Przepraszam pana za tę metaforę. Pan na pewno nie znosi metafor?

Nikodem nie wiedział, co znaczy słowo, odparł więc na wszelki wypadek:

— Dlaczego... owszem...

— Pan jest uprzejmy. Ale to nie jest pański genre255. W panu nic nie ma z baroku. Trafnie pana określiłam?

Dyzma zaczął się wewnętrznie irytować. Nie wyobrażał sobie, by można było słuchać kogoś mówiącego przecież po polsku i nie rozumieć ani jednego zdania.

— Owszem — bąknął.