— Ach, pan nie lubi mówić o sobie.
— Nie. Nie ma o czym.
Chwilę milczał i dodał innym tonem:
— Może popłyniemy do tego lasku? — wskazał dość odległy brzeg, porośnięty sośniną.
— Dobrze. Ale teraz ja będę wiosłowała, a pan przejdzie do steru.
— Nie zmęczy się pani?
— Nie. Trochę gimnastyki nie zawadzi.
Łódź była dość wąska i chybotna256. Wymijając się, musieli trzymać się siebie, by nie stracić równowagi.
— Umie pan pływać? — zapytała.
— Jak siekiera — odparł Nikodem i zaśmiał się.