— I ja nie umiem. Musimy zatem zachować ostrożność.
Dopływali do lasku, powietrze było nasycone zapachem rozgrzanego w słońcu żywicznego igliwia.
— Wysiądziemy? — zapytała.
— Może. Posiedzimy trochę w cieniu.
— Tak, upał ogromny.
Dziób łodzi ślisko osiadł na piaszczystym brzegu. Wyżej, gdzie zaczynały się drzewa, ziemia pokryta była gęstym wełnistym mchem.
— Ślicznie tu, prawda? — zapytała Nina.
— Niczego sobie.
Siedli na mchu i Nikodem zapalił papierosa.
— Czy bardzo zdziwił pana mój list?