— Zagryzła wargi.

— Jestem niska, głupia, będziesz miał rację, jeżeli mnie potępisz, ale nie umiałabym obejść się bez zbytku, bez atmosfery bogactwa. Wstydzę się tego... Gdybyś ty był bogaty!

— Może jeszcze i będę. Kto to może wiedzieć...

— Kochany! — złożyła ręce jak do modlitwy — kochany! Ty przecie jesteś taki silny, taki rozumny! Gdybyś sobie postanowił, przeprowadziłbyś wszystko. Prawda?

— Prawda — odparł niepewnie.

— Widzisz! Widzisz! Wyrwij mnie stąd! Ratuj mnie!

Zaczęła płakać.

Dyzma objął ją i przytulił. Nie wiedział, jak uspokoić jej płacz, więc milczał.

— Jakiś ty dobry, jakiś ty kochany, żebyś ty wiedział, jak ja ciebie strasznie kocham i... ja nie chcę, ja nie mogę mieć przed tobą tajemnic! Możesz mną później pogardzać, ale wyznam ci wszystko. Obiecaj, że mi przebaczysz! Obiecaj! Ja, widzisz, jestem taka biedna, taka słaba. Ja doprawdy nie umiałam się bronić. Ona miała na mnie jakiś wręcz hipnotyczny wpływ...

— Jaka ona?