— Kasiu — powiedział cicho — proszę wyjść.

Nie ruszyła się z miejsca.

— Proszę wyjść — powtórzył jeszcze ciszej — masz przejść do mego gabinetu i zaczekać na mnie.

Mówił na pozór spokojnie, lecz w tym spokoju wisiał jakiś nieodparty nacisk. Kasia wzruszyła ramionami, ale jednak usłuchała rozkazu.

— Co tu było? — zapytał Kunicki Dyzmę.

— Co było? A to było — odparł ten — że pańska córka kazała mi się wynosić z pańskiego domu i zrugała273 mnie od ostatnich. Diabli ją wiedzą, czego ona chce ode mnie, ale jak mnie wyrzucają, to nie będę wracać oknem. A na pański ten... kontyngent274 i na podkłady kolejowe to może pan teraz pogwizdać, bo ja...

Kunicki chwycił go za rękę.

— Panie Nikodemie, przepraszam pana bardzo za moją córkę. Niech pan o wszystkim zapomni. Dziś jeszcze Kasia wyjedzie za granicę. Czy to da panu dostateczną satysfakcję?

— Satysfakcję... a co nawymyślała mi, to co?

— Mówię panu, kochany panie Nikodemie, dziś jeszcze wypędzę ją z domu.