— No, a ile pan chciałbyś?
— Czy ja wiem?...
— No, śmiało — zachęcał Nikodem.
— Jak pan prezes uważa.
Dyzma uśmiechnął się dobrotliwie.
— Pan prezes uważa, że pan sekretarz sam musi powiedzieć.
Wszyscy uprzejmie roześmiali się.
— Mój Boże — wtrąciła pani Przełęska — mnie się zdaje, że jakieś tysiąc złotych...
— Tysiąc dwieście! — śpiesznie skorygował Krzepicki.
— Co? Tysiąc dwieście? No, więc ja panu dam tysiąc pięćset.