Dyzma włożył ręce w kieszenie, kiwnął głową i ruszył dalej. Po paru krokach odwrócił się jednak i zawołał:
— Hej, człowieku!
— Słucham, panie prezesie.
— A pan Kunicki jest w pałacu?
— Nie, panie prezesie, pan dziedzic pewnikiem w Siwym Borku, bo tam kolejkę zakładają.
— Przecież dziś niedziela, święto.
— O, u pana dziedzica to święto jest wtedy, jak roboty nie ma, panie prezesie — rzekł majster z gorzką ironią.
Dyzma nasrożył się.
— Tak powinno być. Praca to grunt! A wy to byście wiecznie świętowali. Naród z was taki.
Założył ręce na plecy i poszedł w stronę pałacu.