— Ja pana mogę zaraz ze schodów kazać zrzucić na zbity pysk! I nikt słowa nie powie! Wynoś się, pókim dobry, i gębę na kłódkę, rozumiesz pan?! Ani słówkiem nikomu o pańskiej z...j poczcie i o tym, że mnie znasz! Ani słówkiem! A teraz wont310!
Boczek nie ruszał się z miejsca i po chwili, patrząc w podłogę, powiedział:
— Dobrze, ja pójdę... Tylko chciałem powiedzieć, że co do zrzucenia ze schodów, to niby nie tak łatwo... Jest jeszcze sprawiedliwość na świecie... A jakby w jakiej gazecie napisali, że pan prezes swego byłego zwierzchnika...
— Co? — ryknął Dyzma.
— Czego pan krzyczy, panie prezesie, co pan myśli, że mi pan język zawiąże? Teraz pańskie na wierzchu, ale zobaczymy jeszcze. Idę... Do widzenia...
Ukłonił się i ruszył ku drzwiom.
— Czekaj pan! — zawołał Dyzma.
— Boczek stanął, patrząc spode łba.
— Czekam, panie prezesie.
— Co pan chciał zrobić?